poniedziałek, 10 czerwca 2013

Come BACK TO zuca MAC

To moje ostatnie największe życzenie. Czyli: Zuciu, wróć!

Dźwigając po wielokroć moje stare kuferki: skórzaną torbę lekarską oraz stary kuferek fotograficzny po koledze myślałam sobie, że za chwilę ręce tak mi się wydłużą, że moje paznokcie będę mogła szlifować o chodnik bez schylania. Przyzwyczajenie jednak robiło swoje i we wszystkich innych kufrach widziałam same wady. Wszelkie wynalazki na kółkach spinane piętrowo, czy to Inglota, czy podobne cętkowane tygrysio dziwa z allegro kusiły pakownością i wyglądały zachęcająco, ale nie wchodziły w grę- wszyscy je odradzali mówąc, że rozpadną się prędzej czy później.

    Zaczęłam więc internetowo badać wynalazek firmy Zuca..


Oglądałam go na blogach, na ich stronie, i sobie myślałam o tym jakie to brzydactwo i czy to na pewno fajnie wszystko pakować do szuflad-kosmetyczek. Słychać jednak było zewsząd same peany: "worth every penny", "I can't live without it", "best case ever" etc.
Poszłam więc do Inglota wymacać analogiczny wynalazek, zrobiony na konstrukcji Zuca-Pro - i byłam w szoku: jakież to maleństwo. Jakim cudem mój dobytek wszedłby w takie coś? Nie mogłam się zdecydować.

Nastał jednak pewien piękny dzień w okolicach moich urodzin i zobaczyłam przed sobą TO:

Moi wspaniali współpracownicy, przyjaciele, chłopak i siostra zdecydowali za mnie i sprawili mi to dziwo w prezencie.
Zakochałam się od pierwszego spakowania. Dwa ciężkie kufry wypakowały się do jednego, na którym można siedzieć, stać i skakać, który bezszelestnie sunie po chodniku i nawet wspina się na krawężniki! Kółka sunęły tak lekko,że można by ciągnąć kufer paluszkiem.
Inglotowy kufer sfotografowany dzięki uprzejmości Viki Maj.
 Zuca MAC jest w przeciwieństwie do Inglotowej wersji (na bazie Zuca Pro) zbudowana na bazie Zuca-Sport, pierwszego, najbardziej uniwersalnego i powszechnego modelu. Różnice są niewielkie: wersja SPORT ma dwie pary kółek do "wspinaczki" po schodach oraz siatkowe kieszenie po bokach, czego bardziej elegancka wersja Pro jest pozbawiona. Czyli MAC postawił na praktyczność, INGLOT na nazwę :). Chociaż- Inglot Pro ma kółka schowane w wymiarach konstrukcji, co sprawia, że zostanie zaakceptowany przez więcej linii lotniczych jako bagaż podręczny.









PODSUMOWUJĄC, zebrałam plusy i minusy takiego rozwiązania:
+ miękkie, bezszelestne duże kółka,
+ podwójne kółka do wspinania się na progi (MAC),
+ teleskopowo wysuwana mocna rączka,
+ całe "opakowanie" można zdjąć z konstrukcji i wyprać,
+ pokrowiec również można wyprać,
+ siedzisko będące częścią bardzo stabilnej konstrukcji,
+ uchwyt do przenoszenia profilowany od spodu,
+ pewna "rozciągliwość"- w razie "W" do pełnego kufra można jeszcze coś wepchnąć,
+ przeźroczyste górne powierzchnie szuflad, MAC-4, Inglot-5 szt,
+ w "drzwiach" wszyte małe kieszonki (M), albo siatkowe przegródki (I),
+ boczne zasuwane kieszenie na coś "płaskiego",
+ miejsce na wymienne etykiety w uchwytach szuflad-kosmetyczek,
+ podsufitka! idealna na podręczne drobiazgi albo np. pas do pędzli,
+ siatkowe boczne kieszenie (M) pozwalają na odłożenie czegoś (np w plenerze) na chwilę,
+ wewnątrz wszyta smycz z karabinkiem do przypięcia np. kluczy,
+ dodatkowy uchwyt wbudowany w stelaż (I),
+ zapinana na rzep przeźroczysta kieszonka na nazwisko lub wizytówki (I),
+ suwak ma możliwość zapięcia kłódką,
+ stelaż mieści się w wymiarach bagażu podręcznego większości linii lotniczych, (I) ma kółka schowane w obudowie,

- przy szybszym marszu (a ja chodzę biegiem), kuferek może się rozhuśtać,
- w kosmetyczkach drobna zawartość może się mieszać,
- spakowałam dwa ciężkie kufry do jednego, więc wnosząc do samochodu musiałam dźwigać podwójny ciężar,
- aby zacząć pracę, należy kufer rozpakować, ale otworzone kosmetyczki są poręczne podczas malowania.

SŁOWEM-POLECAM.
Jedyne uzdatnienia jakie ja chciałam wprowadzić do swojej Zuci to urządzenie sobie "podkosmetyczek" na drobiazgi- pigmenty, kredki, błyszczyki, żeby uniknąć bałaganu. Oraz dokupienie sobie dodatkowej szuflady. Poza tym-też już zaczynałam mówić, że: "I can't live without it".

Owszem, płaczę za nią czasami, ale żyję, choć nie mogę się doczekać, kiedy uzbieram na nową. Ocalały pokrowiec czeka na zawartość.

2 komentarze:

  1. podoba się, ładne podsumowanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam to podsumowanie wprowadzić w życie ;)

      Usuń